Nie taki gwałt straszny jak go malują czyli dlaczego dobre kobiety dają się gwałcić

Jeżeli jesteś wrażliwą osobą, lub zgwałconą, nie czytaj tej notatki. I tak wiem, że tego nie zrobisz, bo jesteś masochistą, na dodatek bulwersującym się po każdym zdaniu. Czy ja piszę niewyraźnie? 

Tym razem dajmy spokój kobietom porzucającym okaleczonych mężczyzn, zmianom w ich psychice po narodzinach i odkłądając zwyczajowe analizy ułomności ich psychik rozważmy temat gwałtu.  Rzućmy następujące hasło:

GWAŁT JEST PRZEREKLAMOWANY


Na początek rzucę małą statystką, anegdotką: jakieś doktory badania zrobili i okazało się, że większość facetów wolałaby, aby ich kobieta podczas ewentualnego gwałtu została pobita, bo to by oznaczało, że "przynajmniej próbowała się bronić". Wyobrażasz to sobie? Zgwałcona i pobita kobieta z siniakami jest postrzegana lepiej niż ta sama kobieta bez siniaków, a jedynie została zgwałcona. Można z tego wyciągnąć wniosek, że większość mężczyzn troska o stan kobiety praktycznie nie interesuje, lub, co bardziej prawdopodobne - istotny dla nich jest w takiej sytuacji wiarygodny fakt stawiania oporu, pewność, nawet kosztem obrażeń ciała swojej kobiety. Możnaby z tego wyciągnąć jeszcze parę innych wniosków.


Co jest strasznego w gwałcie, że jest on tak piętnowany i karany?  Zaznaczam, że mam prawo mieć własne zdanie, wejdę tu w rolę adwokata diabła. Nikomu go nie narzucam. Moim zdaniem jest nim histeria mediów i ochronny parasol nad kobietami kazał nam wierzyć, że prawo silniejszego to przeżytek i sam fakt że może, nie znaczy że powinien. Ale do rzeczy, rozłóżmy to na czynniki pierwsze.  Nie jest to nawet męskie ani szowinistyczne podejście, tylko ogólno-analityczne.

Na początek - czym jest gwałt? I jak ma się do przemocy?

Przez gwałt rozumiem na potrzeby rozpatrywania go zmuszenie do seksu. Tylko i aż tyle. Nie ma tu słowa o przemocy. Nie liczę tu żadnego "gwałtu na uszach" gdy słyszy się coś czego nie chce, wirtualnego gwałtu i tym podobnych, mało precyzyjnych definicji. Seks by być konkretnie również - klasyczny, waginalny. Podchodzi do ciebie typ, zrywa ubranie, wkłada to gdzie ma włożyć, sapnie, stęknie, zrobi co ma zrobić. Tak to sobie wyobrażam i o takim gwałcie mówię. Zresztą o jakim innym może być mowa? Średnio sobie wyobrażam np. gwałt w którym ktoś robi komuś loda, bo przecież ta czynność jest intencjonalna. O ile penetracja waginalna, może zostać wykonana z użyciem siły, o tyle kontrola nad żuchwą ofiary daje jej możliwość obrony, więc gwałcenie w usta kogoś, kto tego nie chce, ma tyle sensu, co gwałcenie w pysk rozwścieczonego psa. Mając do dyspozycji zęby, można zrobić poważną krzywdę.  

Z kolei doprowadzenie do obcowania "podstępem" pozostawia za wielkie pole do nadużyć, bo co niby owy "podstęp miałby oznaczać? Może oznaczać zarówno groźbę, jak i fałszywą obietnicę, jak i rozmyślenie się po czasie.


Naprawdę obrzydliwe dla mnie jest, że poziom przewrotu w dupie urósł do tego stopnia, udawania humanitarności, że najgorsze co można człowiekowi zrobić, to go zgwałcić, dotknąć członkiem, albo paradoksalnie - krzywdę się mu robi, kochając się z nim. Gwałt jako występek, jest mocno przereklamowany i bezrefleksyjne zakrzyczenie przez ludzi o jego szkodliwości jest złe.

WSZYSCY LUBIMY OSTRY SEKS

Zacznijmy od tego że seks to nie jest 50% udanego związku, jak zwykło się mówić. To jest 90% udanego związku, przynajmniej na etapie, kiedy jesteśmy jeszcze w stanie to robić. Jak się w łóżku nie klei to co ma łączyć dwoje ludzi? Pasja ornitologiczna? Nie no, to po co w ogóle z kimś się zbliżać skoro można bez seksu, ale co w takim wypadku będzie dwoje ludzi wyróżniać spośród tłumu ludzi na ulicy? Pogadać można z przyjaciółką, koleżanką, kumplem, miło spędzić czas również. Chłopak/partner jest właśnie od tego, żeby przekroczyć wszystkie te granice, których nie przekracza się ze znajomymi. Wiecie, ja sam kiedyś byłem fanem białego małżeństwa, różnej maści aseksualności i oddzielania tego od życia, miłości romantycznej, platonicznej, wiecznego zamartwiania się i cierpienia, ale zauważyłem własną hipokryzję, bo to wszystko było tylko formą negocjacji z samym sobą, mającej na celu kolejną dawką narkotyku. W tym wpisie, wyposażony w to doświadczeniem pójdę głębiej zakamarkami mojego umysłu. 

Odnośnie gwałtu to wystarczy wejść na pierwsze-lepsze forum dla kobiet i poczytać setki postów o tym, że kobietom się w łóżku nie podoba, a co druga czuje się upokorzona przez własnego męża bo albo jej nie chce, albo bierze ją siła a to już przecież gwałt...   


Technicznie, gwałt jest nieudanym seksem z nieznajomym. Gdyby seks był "udany", pożądany, satysfakcjonujący, ciężko byłoby nadać mu etykietkę gwałtu. Mąż brutalnie kochający się żoną w łóżku nie gwałci i jest to podniecające, ale gdyby dokłądnie to samo zrobił z zaskoczenia pan Mietek na ławce w parku, gwałt już zachodzi i jest to obrzydliwe. Czy to ma sens? Nie ma żadnego. Oznacza to że kobiety mają białą listę osób, które mogą je wykorzystywać, czy co? Gwałt niszczy ostatni bastion przewagi kobiet na rynku matrymonialnym - prawa wyboru, który zostaje w takim przypadku odebrany, więc dlatego to jest jazgotem na tej symfoni. 

 Wszystko ponadto, powino być traktowane w pierwszej kolejności.  Tak, wiem, że najczęściej gwałcą znajomi. Problem w tym, dlaczego im nie odmawiamy. Nie możemy, bo nasz stan nie pozwala, śpimy, lub jesteśmy pijani? OK, zgoda, to jest gwałt. Ktoś siłą przytrzymuje nam ręce i ściąga spodnie? OK, to gwałt. Spraliżowanie strachem - tu już zachodzi 


Nietechnicznie, metaforycznie zaś gwałt porównałbym do rabunku na poziomie emocjonalnym.


Prawdziwy dramat gwałtu.

 Przed przestępcami trudno się obronić, nigdy nie wiadomo kiedy można stać się ofiarą gwałtu, więc może zamiast prewencyjnie nie wychodzić z domu, zmienić swoje podejście do tego czynu? Nie to by się cieszyć, czy zadręczać pytaniami w stylu "dlaczego ja"?

Drugim obliczem dramatu gwałtu jest sam fakt uprawiania seksu, grożący ciążą, chociaż w erze pigułek "po" i chemicznej antykoncepcji coraz mniejszym, jednak fakt faktem, dziecko z gwałtu, nie zawione, które - jak mówią statystyki - częściej jednak kobiety decydują się urodzić (moim zdaniem wynika to z rozszerzenia dzisiejszego rozumienia gwałtu na rozterki pokroju "czy na pewno go kocham") - całym swoim istnieniem przypominającym gwałt, jest również ciężarem emocjonalnym.

Upokorzenie? No proszę cię, przeciętny chłopiec jest upokarzany przez swoich agresorów bardziej i mocniej w latach szkolnych i to o wiele bardziej niż kobieta kochająca się z chłopcem którego nie chce. Wszystkich nas to spotyka w życiu - bezsilność, strach, rozgoryczenie, totalna dominacja nad nami. Ściągnięcie kąpielówek podczas skoku do wody, rozebranie do naga gwałtem nie jest, jedynka z majzy - a potrafi być czynem bardziej rzutującym na psychikę niż niechciany stosunek. O ile jeszcze w przypadku  pierwszych razów i cnoty, osób wrażliwych można mówić o jakiejś iluzorycznej wartości i stracie (aczkolwiek obecna retoryka kobiet idzie w zaparte że "to nie ma znaczenia") o tyle w przypadku powierzchownych znajomości, bodycountu idącego w setki analiza przypadku pod względem gwałtu nie ma najmniejszego sensu .

Winne postrzeganiu gwałtu w taki negatywny sposób uważam przede wszystkim media. To właśnie tam w rękaw szlochają, wspominając jak to nigdy nie zapomną twarzy gwałciciela i jak to nigdy nie dadzą się dotknąć, bo raz utracona kontrola zabolała za mocno.


W swoich rozważaniach mam jednak dwa asy w rękawie, potwierdzających tezę, że gwałt nie jest absolutnym złem:


Dowód koronny pierwszy - badania pokazują niezbicie że kobiety skrycie fantazjują i marzą o gwałcie i przymuszeniu. Jasne, fantazje i marzenia a rzeczywistość to dwie różne rzeczy, można fantazjować o lataniu i nigdy się nie oderwać od ziemi, albo o byciu pół-cyborgiem i nijak ma się do rzeczywistości, ale w tym przypadku miejmy ten potwierdzany przez seksuologów fakt w pamięci.

Dowód koronny drugi -  reakcja mężyczn. Znaczna większość mężczyzn jeszcze podziękowałaby jego gwałcicielce. Nie działa to w drugą stronę zapewne z powodu świadomości.  Dlaczego kobiety mają inne podejście do naruszania własnej cielesności? Wcale nie dlatego, że z tym się urodziły, mają to w genach. Z tej samej gliny jesteśmy ulepieni. Po prostu tak je wychowano, przy czym niemałą rolę odegrały media promujące strach przed gwałtem i traumę po gwałcie. 

Dowód koronny trzeci - kobiety uległe i spolegliwe nie bez powodu są postrzegane jako bardziej atrakcyjne.

Dowód czwarty - skoro gwałt zachodzi w sposób nie używający i nie uciekający się do przemocy, znaczy że ofiara pozostaje albo patologicznie bierna, nie odmawia, to jednocześnie nie można założyć chęci lub niechęci, odróżnić brak reakcji od cichego przyzwolenia. 

Dowód piąty - owszem, można doprowadzić kogoś do orgazmu jako reakcji fizjologicznej wbrew jej woli, ale generalnie nie jest tajemnicą, że do tanga trzeba dwojga. Nie sposób wmówić mi, że zdrowa i nie przymuszana fizycznie osoba nie jest w stanie przerwać tego z godnością w odpowiednim momencie, o ile jest w pełni sił i władzy umysłowej. 

Dowód szósty - seks jest zawsze gratyfikacją i schlebia w znaczeniu dowodu atrakcyjności. O ile jako kobieta można mieć tej uwagi wokół siebie nadmiar, o tyle mężczyźni tego nie mają, co czyni nas automatycznie innymi na tyle, by nie można było traktować nas identycznie.   




Często w tego typu dyskusjach pojawia się argument, by postawić się w sytuacji gwałconej kobiety wystarczy, że każdy mężczyzna wyobrazi sobie, że z jego dupy robi jesień średniowiecza jakiś solidnie uposażony gej. Ciekaw jestem czy wówczas ktokolwiek z nich potrafił by do tego podejść jak do nieudanego seksu?! No cóż - jest to w jakiś sposób sensowna alegoria i trafne porównanie. Ja, jeżeli nie miałbym wpływu i nie umiałbym się bronić, przed takim gejem i bym mu uległ, czułbym pewnie jakąś odrazę, ból który by minął i co? I to chyba wszystko. 

Czy kiedykolwiek któraś z  was pomyślała, że najlepszą opcją rozbrojenia byłoby nie stawiać się całkowicie oddać się gwałcicielowi pozwalając mu na wszystko?

Za ciężkie to na wasze zryte mózgi, co, ?

Psychologia jasno twierdzi, że kobiety mają złe podejście do gwałcicieli. Podobno zamiast prosić i skamleć o litość, powinno się nawiązać kontakt z napastnikiem. To wywołuje u niego dezorientację i zapytany na przykład o ulubiony kolor lub porę roku poczuje "sympatię" do swojej ofiary i może nawet zostawi ją w spokoju. Nie krzyczcie i nie wyrywajcie się, a poprostu pogadajcie, nigdy nie wiadomo, czym zaowocuje ta znajomość....

Karanie gwałtu

Do napisania tej notki sprowokował mnie minister Ziobro, chcący zrównać karanie za gwałt z morderstwem, co jest dla mnie absurdem. Pozbawienie życia jest nieodwracalne. Gwałt już niekoniecznie - w sensie, że raz skradzionej cnoty, potencjalnej obniżonej wartości nikt nie wróci, ale tyle z tego dobrego, że nadal żyjemy, a póki życie póty nadzieja, ba, może nawet okazać się opłacalne, ( szczególnie gdy faktycznego gwałtu nie było). 

Rozumiem, że gwałt w połączeniu z przemocą może złamać psychikę, owszem, jest to niedopuszczalna ingerencja (dlatego uważam, że w przypadku osiągnięcia przymusu SIŁĄ należy postawić w pierwszej kolejności zarzut rozboju, ataku na cudze życie czy jak się to tam zowie, nie gwałtu zaś).

Wiecie, to nie jest tak, że ja sobie bagatelizuję gwałt. Sam nie chciałbym być przymuszony do seksu, nie chciałbym by to zdarzyło się moim bliskim ani dalekim, ale jednak gwałt wydaje mi się bardzo daleki od chociażby morderstwa i jestem w stanie wyobrazić sobie gorsze i mniej przyjemne dla mnie rzeczy niż gwałt na mnie. Nie chciałbym też by przydarzyło się to komuś bliskiemu, ALE po uważnej analizie, stwierdzam, że gwałt to nie koniec świata. Tak samo jak po wypadku żyje się dalej, tak samo po gwałcie. No, może w pamięci ma się nieprzyjemne doświadczenie.

To ile za ten gwałt? 25 lat to stanowczo za wiele. Raz, że więzienie to nie hotel. Życie jest zbyt cenne, by marnować go na gnicie w więzieniu. Malwersanci finansowi kradną miliony, odsiadując parę zaledwie lat i nigdy nie dostają tak wysokich wyroków, mimo iż krzywdę czynią, większą i bardziej odłożoną w czasie, na nas wszystkich.  Na tle tego, smyrnięcie kogoś genitaliami jest wykroczeniem na poziomie instyktu samozachowawczego psa. Owszem, jest zamachem na samostanowienie o sobie, ale powiedzmy to wprost - w swoich konsekwencjach nie ma nawet startu do przewinień takich jak morderstwo. 6 lat to maks ile jest wart karnie gwałt. 

Osobnymi przypadkami są przypadki z użyciem wyjątkowej brutalności, lub zakończone poczęciem nowego życia, EWENTUALNIE możnaby karać mocniej gwałt na dziewicach (ale to podniosłoby kobiecy raban o wartości kobiety, toteż lepiej legislacyjnie byłoby tego nie ruszać). 

Gdyby do kobiet dotarło, że gwałt nie czyni z nich szmat, nie odbiera im godności może łatwiej byłoby im się z tym pogodzić. Bo przecież nie puszczały się na własne życzenie, nie miały na czole wyrytego napisu "come and take me". Podobnie gdyby tym wszystkim kobietom nie wmówiono, że gwałt im ujmuje czegokolwiek czy też, że dziewictwo to taka nagroda albo zaszczyt to na świecie byłoby może więcej udanych małżeństw i mniej nieszczęśliwych kobiet. Normy społeczne jednak bywają silniejsze od samych kobiet, niestety. I nie widzę nic złego ani w tym, że laska się puszcza, ani w tym, że jest dziewicą. Po prostu kwestia zasad. Ale czy naprawdę tak jest? Czy naprawdę nadal czekasz tu w napięciu aż napiszę prowokacyjnie, żę zgwałcone kobiety są nic nie warte? Możnaby się zastanawiać, dlaczego gwałciciel, któremu było dobrze, porzucił swoją ofiarę, nie został tylko zostawił jak szmatę i szmatą już pozostaniesz, bo co wartościowego może być w takiej kobiecie, skoro nie potrafi ona zatrzymać przy sobie faceta zainteresowanego wyłącznie jej dupą?

Bardzo nie rozumiem również zgrywania ofiary w relacjach dotyczących seksu. I nie mam tu na myśli "prawdziwych", brutalnych, gwałtów, sztampowego gwałciciela wyskakującego zza rogu na ofiarę i zdzierającego z niej ubranie, bo to jest promil sytuacji, w których mówimy o gwałcie. 

Ja naprawdę bardzo chcę rozprawić się z mitami na temat gwałtu, wczuć się w kobietę, może nawet w mężczyznę zgwałconego, zrozumieć, ale nie potrafię, chociaż uważam się za całkiem wrażliwego. To jest po prostu paradoks.

Chodzi  mi za to o sytuacje, w których często się słyszy jak  kobiet powiadają „ooo facet mnie wykorzystał i zostawił” - co, tłumacząc z  ich, kobiecego języka na ludzki oznacza w domyśle, że uprawiali seks, podkreślam uprawiali seks na który obie strony dobrowolnie z własnej i nieprzymuszonej się zgodziły i potem on nie chciał kontynuować dalej znajomosci. Traktujecie seks jako wyłącznie jednostronną korzyść, jakby on był przyjemny wyłącznie dla faceta, a dla was stanowił jakąś kartę przetargową do dalszej rozgrywki. Z kolei brak nacisku faceta na seks może równie dobrze oznaczać, że że jest impotentem, gejem, albo boi się kobiet. Nie wiem czemu od razu interpretować to jako "szacunek", "miłość", "wyrozumiałość" a zahukanego chłopca którego swoją egoistyczną postawą pozbawia się możliwości realizowania najbardziej podstawowych 


Komentarze